Wróć

Recenzje

Aching Sky – Void Within (2015)

Void Within, to druga EP’ka krakowskiej grupy Aching Sky, grającej Alternative Metal.

Aching Sky – Void Within

(5 marca 2025)

Void Within, to druga EP’ka krakowskiej grupy Aching Sky, grającej Alternative Metal.

EPka została nagrana i zmasterowana w studiu Black Noise Audio, przez Grzegorza Tusznio. Void Within zawiera sześć autorskich utworów, w tym jeden w języku polskim, pozostałe pięć w języku angielskim.

Zanurzmy się w alternatywny świat Aching Sky i posłuchajmy co mają do powiedzenia chłopaki pod dowództwem Oli?

Zapraszam

Aching Sky tworzą:

Aleksandla Piasecka – wokal

Marcin Broszkiewicz – gitara

Michał Świętek – gitara

Szymon Oczkowicz – bas

Krzysztof Dembowski - perkusja

Słowem o okładce:

Okładka jest skomponowana w odcieniach szarości i czerni. W górnej części okładki mamy logo zespołu, w dolnej zaś tytuł EP’ki. W centralnej części mamy postać, jakby kobiecą, pod zwiewnym okryciem. Twarz ledwo dostrzegalna, skryta pod cieniem. W Tle jest coś co przypomina księżyc oraz, mam wrażenie, że padający deszcz. Dostrzec można też morskie fale. Można więc powiedzieć, że tłem okładki jest padający deszcz, podczas sztormu, w czasie pełni księżyca. Na tle tego wszystkiego widzimy białą postać, choć ukrytą w cieniu i patrzącą wprost na nas.

1. Płonie

Pierwszy utwór na płycie od razu z grubej rury. Od ostrych riffów i soczystej perkusji. Jest to zarówno pierwszy i jedyny utwór w języku polskim (pozostałe są po angielsku). Muzyka jest jednocześnie ciężka i lekka, to najprawdopodobniej ze względu na wokal Oli, który raz jest delikatny a po chwili ostry i szorstki. Nie brakuje też szczypty melancholii, którą dopełnia gitarowe solo. Melancholia jest sprytnie przełamywana przez odrobinę gardłowego śpiewu Oli.

Cóż to za koniec się zbliża? Zerknijmy w tekst, może on nam powie coś więcej…

Mam wrażenie, że świat bohaterki się rozpad za sprawą zerwania i zakończenia związku. Przy okazji nagle zaczęło się pojawiać wiele innych rzeczy, które doprowadziły bohaterkę na skraj wytrzymałości i postanawia z sobą skończyć, ponieważ nie daje już rady udźwignąć ciężaru, jakim stało się jej życie. W jej oczach cały dotychczasowy świat, który znała, zniszczył czas i doszczętnie spalił los.

2. Horizon

Drugi utwór zaczyna się od gitary, do której szybko dołączają pozostałe instrumenty. Po chwili do głosu dochodzi Ola i robi się najpierw delikatnie, by za moment zacząć growlować, i nagle znów delikatnie śpiewa. Mam wrażenie, że w tym utworze Ola nie może się zdecydować, czy zaserwować nam swoją delikatność, czy nawrzeszczeć na nas?

Ciekawie brzmi bridge tuż przed solówką, który jest przeplatany urywkami ciszy a w następnym takcie mamy dźwięk talerza.

Zerknijmy w tekst…

Choć melodia jest przyjemna dla ucha, to tekst jest zdecydowanie mniej sympatyczny. W tekście można dostrzec, że ktoś bardzo bliski bohaterce odszedł zbyt szybko z tego świata. Uczucie, jakim bohaterka darzyła tę istotę było zbyt wielkie, by mogła tak po prostu zaakceptować tę stratę. Stąd słyszymy w tekście „Don’t sleep, don’t close your eyes(…)” (nie zasypiaj, nie zamykaj oczu). Mimo, że bohaterka wierzy i ma nadzieję, że gdzieś ponad horyzontem spotkają się ponownie, to nie może zaakceptować straty. Chce też wierzyć, że to co się dzieje jest tylko snem i nazajutrz będzie mogła znów zobaczyć się z tą osobą i ją dotknąć…

Cieszmy się z obecności drugiej osoby (istoty), bowiem nigdy nie wiadomo, kiedy będzie ostatni wspólny dzień…

Utwór możesz posłuchać tutaj: Horizon

3. Ritual

Trzeci utwór zaczyna się dość lekko. Niczym ballada. Można odnieść wrażenie, że klimat jest dość ciężki i powolny. Po chwili jednak robi się nieco ostrzej. Jednak klimat pewnego zaniepokojenia można tu dostrzec.

Początkowa ballada z czasem jednak zmieniła się w istną walkę o swoje życie. Zrobiło się dość ciężko i ostro, by w pewnym momencie, w akompaniamencie symfonicznych sampli, rytuał się dopełnił.

4. Wasted

Utwór zaczyna się gitarą w dość radosnym i wesołym klimacie, by za chwilę wszystko to zmieniło się o 180 stopni. Klimat i melodia nie odbiega od konwencji EP’ki, która jest jednocześnie delikatna i zarazem szorstka. Choć mamy tu przewagę śpiewu, to zdarzają się fragmenty growlu i krzyku, co sprytnie nadaje ostrości utworowi.

5. Heaven

Utwór zaczyna się jakby radiowym efektem, z którego wychodzi do nas przedostatni numer EP’ki. Klimat i melodie mamy tożsamą co poprzednie utwory. Solówka jest niezwykle majestatyczna i, można odnieść wrażenie – wyniosła. Co do wokalu to w tutaj mamy przewagę czystych partii wokalnych Oli.

6. Dancing on the Edge

Ostatni utwór na EP’ce, to taniec na krawędzi.

W pierwszych chwila można odnieść wrażenie ciężkości i melancholii w melodii. Kiedy jednak utwór się rozkręca, wrażenie jakby umyka. Mamy znajomy klimat z poprzednich utworów, zarówno delikatny śpiew, jak i damski growl.

Podsumowanie:

Druga EP’ka Aching Sky jest przepełniona uczuciami dość smutnymi i przygnębiającymi, w otoczce przyjemnej i chwytliwej melodii Alternatywnego Metalu. Swoim wokalem, jednocześnie delikatnym i szorstkim, otula nas Ola i nie pozwala odwrócić wzroku. Hipnotyzuje nas, przejmuje nad nami kontrolę. EPka, choć krótka (bo trwa nieco ponad 30minut) jest przyjemna dla ucha i sądzę, że z czystym sumieniem mogę ją polecić dla wszystkich, którzy jeszcze nie mieli okazji zapoznać się z twórczością Aching Sky.

Na dziś to byłoby wszystko. Widzimy się już niedługo, w kolejnych recenzjach.

Do następnego

Ave.!

Kamil Żuk

Historie można opowiedzieć na wiele sposobów

© 2026 Wszelkie prawa zastrzeżone

Wykonanie hsr.gg