Wróć

Recenzje

Recenzja: Daffodil Pill – live at NCPP (2026)

W połowie maja swoją premierę miał drugi album – Live at NCPP – neo psychodelicznej / surf / hard rockowej, wrocławskiej grupy Daffodil Pill. Album zarejestrowany został w Opolu, w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki. Na krążku znalazło się sześć nowych utworów oraz dwa z debi…

Daffodil Pill – live at NCPP

(14.05.2026)

W połowie maja swoją premierę miał drugi album – Live at NCPPneo psychodelicznej / surf / hard rockowej, wrocławskiej grupy Daffodil Pill. Album zarejestrowany został w Opolu, w Narodowym Centrum Polskiej Piosenki. Na krążku znalazło się sześć nowych utworów oraz dwa z debiutanckiego albumu „Daffodil Pill” z 2024 roku. Łącznie album zawiera osiem utworów. Na swoim koncie zespół ma jeszcze EP’kę z 2021 roku, zatytułowaną – YUP EP.

Wrzućmy płytę na głośniki i przekonajmy się, jak brzmią?

Zapraszam

Daffodil Pill tworzą:

Filip Dudek - wokal, gitara, klawisze, syntezatory, harmonijka

Dawid Stawiarz - gitara, wokal wspierający

Mateusz Wróblewski - bas, wokal wspierający

Adam Chmura - perkusja, oprawa graficzna

Słowem o okładce:

Autorem okładki jest perkusista zespołu – Adam Chmura. Okładka jest kolorowa i dość psychodeliczna. Karykaturalne głowy (pewnie członków zespołu) na tle dziwnego „czegoś” (to sformułowanie najlepiej odzwierciedla tło). W górnej części mamy logo zespołu, a poniżej, nieco z prawej strony tytuł albumu.

1. Loopin’ Back

Wspaniałe lata ‘70, gdzie Hard Rock miał swoje apogeum najwyraźniej powróciło! Od pierwszych chwil mamy wrażenie, że słuchamy jakiejś zagubionej płyty z okolic lat 1970-1980. Klimat i muzyka może tylko nieznacznie różni się z tymi, sprzed lat. Głównie w jakości nagrania. Choć… gdyby ten utwór nieco „pobrudzić” można by się pomylić z datą wydania.

Nieźle szaleją tutaj gitary. Od pierwszych chwil, wspólnie z perkusją nadają niezwykłej prędkości. Wokal też nie pozostaje dłużny i od pierwszych wersów po prostu bawi się formą. Raz zwalnia, raz przyspiesza, raz przyjemnie zabuja.

Jeśli chodzi o solówkę, to miejscami można odnieść wrażenie lekkiej psychodeli. Na początku można odnieść mieszane uczucia, typu „co to w ogóle jest?!”, „weź to wyłącz!”, ale po kilku taktach zdanie szybko się zmienia. Końcówka utworu jest zdecydowanie najlepszym tego przykładem. Jest dziwna i bardzo inna, ale jakimś trafem… pasuje to tutaj. Wprowadza coś nowego, coś co intryguje i zmusza do zastanowienia.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Loopin’ Back

2. Hyperion

Drugi utwór zaczyna się nieco wolniej, od poprzedniego, jednak z tą samą mocą i klimatem. Miejscami można wyczuć tutaj nutkę blues’a – zwłaszcza przy gitarach. Jest to też najkrótszy utwór na płycie, za to wstęp jest tu niezwykle długi – trochę więcej niż 1/3 długości utworu.

Jeśli chodzi o tę małą ilość tekstu, to uważam, że odnosi się do mitologicznego bóstwa. W mitologii greckiej, tytułowy Hyperion, był jednym z potężnych Tytanów. Był bogiem niebios, ojcem Słońca (Heliosa), Księżyca (Selene) oraz Świtu (Eos).

Bohater tekstu zwraca się bezpośrednio do Tytana, by ten mu się ukazał i pomógł znaleźć drogę do domu. Czy interpretować to jako modlitwę, rytuał czy po prostu wezwanie w niedoli… trudno jednoznacznie określić. Jednak skłaniałbym się ku temu trzeciemu rozwiązaniu, oczywiście gdzieś jest tu też wyczuwalny zarys modlitwy.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Hyperion

3. Spirit Switcher

Ten utwór zaczyna się od typowo bluesowych dźwięków. Po chwili dołącza do nich gitara i ponownie mamy klimat lat ‘80. A jak już usłyszymy wokal, to już totalnie klimat tamtych lat rozbrzmiewa z głośników. Tekstu jest tu bardzo mało, więc większą część tego sześciominutowego utworu zajmują przeróżne solówki. Czy to gitarowe czy klawiszowe. Nie mniej jednak, jak zamkniemy oczy, można się niezwykle szybko przenieść w lata ‘80. A dorzucając do tego szczyptę neo psychodelicznego klimatu, z tego transu szybko nie wrócimy.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Spirit Switcher

4. Summer Children

Jak sam tytuł sugeruje, klimat tego utworu jest niezwykle wakacyjny. Można wręcz poczuć przyjemne słoneczne ciepło z głośników.

Co do tekstu, mam wrażenie, że bohater będąc dorosłym i jadąc gdzieś na wakacje, wspomina swoje dzieciństwo. Kiedy to wakacje oznaczały beztroski czas pełen zabaw i szaleństw. A teraz, będąc już dorosłym, postanowił odnaleźć w sobie cząstkę tego dziecka. Ten dziecinnej radości. Łapania i życia chwilą, kiedy wszystko było nowe i równie ciekawe, co to poprzednie.

Moim zdaniem tekst trafnie przedstawia to, jak większość z nas, jako dorośli, gdzieś zagubili swoje wewnętrzne dziecko. Raz – bo nie wypada (co jest totalną głupotą, według mnie), a dwa – bo sami mają dzieci, to wypada być odpowiedzialnym za nowe życie. A mimo to, uważam, że warto pielęgnować w sobie cząstkę tego dziecka. Tej radości ze wszystkiego i z niczego jednocześnie. Bo bez tego życie bywa nudne, szare i nijakie…

Utwór możesz posłuchać tutaj: Summer Children

5. Night When I Found Your Soul

W moim uchu ten utwór brzmi nieco jak ballada. Nie tyle co muzycznie, co bardziej tekstowo, ponieważ w tekście słyszymy, że bohater wspomina o nocy, którą spędził z kimś, kto jest mu niezwykle bliski. I przez większość tekstu wspomina, jak bardzo nie może się doczekać, kiedy znów będzie mu dane spędzić kolejną noc z tą osobą.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Night When I Found Your Soul

6. Gilgamei

Utwór jest nieco szybszy i bardziej intensywny od poprzednich. A bohaterem tego utworu jest Gilgamesz. Był to na wpół legendarny król sumeryjskiego miasta Unug. Po części bóg, po części człowiek, który żył w okolicach pierwszej połowy trzeciego tysiąclecia przed naszą erą. O Gilgameszu powstał epos, w którym ten legendarny władca poszukiwał odpowiedzi na tajemnicę nieśmiertelności. Epos (eposy) powstały na podstawie wcześniejszych sumeryjskich opowieści o tym władcy.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Gilgamei

7. Ancient Thoughts

Jest to chyba najdziwniejszy (pod kątem instrumentalnym) utwór na płycie. Najdziwniejszy a jednocześnie najciekawiej brzmiący. Dużo się tu dzieje i ciężko złapać się jednej myśli, słuchając tego utworu. Zwłaszcza w momencie brzmiącym niczym psychodeliczny trans, gdzie większość instrumentów milknie i a klimat zmienia się w coś… stłumionego i bardzo ciekawego. Tak, ten utwór jest chyba najciekawszy z całej płyty.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Ancient Thoughts

8. Wanna Feel It

Czas na ostatni utwór na płycie. Po sporej dawce psychodeli i klimatu lat ‘80 chłopaki nie zatrzymują się i serwują nam kolejny utwór rodem z „tamtych lat”. Choć brzmi nieco bardziej awangardowo, to nadal pozostaje w konwencji.

Utwór możesz posłuchać tutaj: Wanna Feel It

Podsumowanie:

Album live at NCPP, wrocławskiej grupy Daffodil Pill to niezwykła uczta muzyczna. Sporo dzieje się na płycie, mimo dość długich utworów (około 6-8 minut). Jeden ciekawszy i bardziej zawiły od drugiego.

Najgorsze w dzisiejszej recenzji było nie wspomnieć ani razu o Led Zeppelin ani o Deep Purple! Nie chcę być bluźniercą, ale ten album strasznie kojarzy mi się z dźwiękami między innymi tych klasycznych zespołów. Być może chłopaki byli bardzo zainspirowani Zeppelin’em, albo ja po prostu widzę tu sporą szczyptę rodem z tamtych lat.

Nie mniej jednak uważam, że jest to ciekawy album i jak nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Daffodil Pill, to warto zakręcić się wokół zespołu.

Na dziś to byłoby wszystko. Widzimy się już niebawem, przy kolejnych recenzjach.

Do następnego

Ave.!

Kamil Żuk

Historie można opowiedzieć na wiele sposobów

© 2026 Wszelkie prawa zastrzeżone

Wykonanie hsr.gg